Forum Gildia Fantastów
Wadowicki klub miłośników fantasy i science-fiction
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Prolog
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Gildia Fantastów Strona Główna -> RPG / Legend Of The Five Rings - Forum Edition 2009
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
muin
Mechowiec



Dołączył: 16 Lip 2007
Posty: 212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: Portmarnock

PostWysłany: Sob 23:03, 22 Sie 2009    Temat postu: Prolog

Fale łagodnie rozbijały się o kamienisty brzeg. Od oceanu wiał świeży, zimny wiatr. Jednostajny szum przerywał tylko skrzek przelatujących mew. Pojedyncze drzewa uginały się od kolejnych uderzeń wiatru. Niebo rozdzielone było pasmami chmur, każde w innej tonacji błękitu. Futago lubiał taką pogodę. Nic go bardziej nie denerwowało niż nudny gorący dzień bez wiatru.

Z roztargnieniem podrapał się po starej bliźnie na policzku. Czuł, gdzieś głęboko w środku, że nadszedł odpowiedni czas. Gdzieś pod skórą, na czubku języka, w ścięgnach palców. Nadchodził jego czas. Jeszcze nie wiedzał co to znaczy. Może wreszcie będzie miał swoją zemstę, może osiągnie swój upragniony cel, może zginie za kilka chwil. Tak, widmo śmierci ciążyło nad nim, obok niego, niczym cień. Ale Futago był spokojny, nawet jeśli zginie, to jego śmierć będzie miała sens. Tego był pewien.

Nie był za to pewien kilku samurajów, z którymi będzie musiał robić interesy.

Interesy zawsze sprowadzały Futago na ziemię. Rozejrzał się po opuszczonej rybackiej wiosce. Stary przemytnik zadbał o wszystko. Jego ludzie szybko i sprawnie przekonali rybaków, że mają zostać w swoich domach. Nikogo nie było widać między drewnianymi chatami, pokrytymi sitowiem. Futago czuł jednak na sobie wzrok ukrytych w chatach rzezimieszków, czuł też napięcie jakie jego grupa wywołała swoją niespodziewaną wizytą. Czuł w końcu wzrok samuraja, a raczej ronina, który dołączył niedawno do niego.

Wiatr od morza przyniósł odgłos miarowych uderzeń w bębny. Zza skalistego, poszarpanego szarego klifu, wyjrzały okręty. Do zatoki wpływały trzy szybkie łodzie kobune. Nie miały bandery, choć sprawność z jaką nawigator radził sobie z prowadzeniem statków pomiędzy wystającymi skałami, zdradzała mistrza klanu Modliszki. Futago pozwolił sobie na grymas, dla dobrze go znających, uchodził za uśmiech. Yoritomo Shayio dał się skusić. Więc cała droga, zastraszanie wioski, jego własne ryzyko przebywania na ziemiach Żurawia jednak się na coś opłaci. Oczywiście że się opłaci - nadszedł przecież czas.

Jeśli Shayio się pojawił, to na pewno emisariusz klanu Modliszki jest z nim, i pewnie jego kontrahent, shugejna klanu Lisa. Z tajemniczym zadaniem.

Futago znowu podrapał się po policzku, uśmiech znikł z jego twarzy.
Może i cesarz zginął, może i świat powoli staje w płomieniach. Może rozpętuje się właśnie nowa wielka wojan klanów.. nieważne, nadszedł czas Futago.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez muin dnia Nie 19:30, 23 Sie 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Geralt_Bialy_Wilk
Rozkruszek



Dołączył: 29 Sie 2005
Posty: 2004
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: Twoje koszmary...

PostWysłany: Nie 14:36, 23 Sie 2009    Temat postu:

Ryouta stał przy dziobie jednej z trzech kobune mających lada moment przybić do brzegu, na ziemiach Żurawia. Sama już podróż cieszyła go. Ze względu na swego ojca i ciężkie czasy jakie nadeszły, Ryouta musiał zrezygnować z życia na morzu, więc każdy rejs sprawiał, że serce biło w jego piersi mocniej niż zwykle. Na owej łodzi, trzeciej, zamykającej niewielką formację, znajdował się także Kitsune Seihookei - tajemnicza dla Ryouty postać. Dworzanin znał wielu Shugenja rodziny Yoritomo, był także świadkiem niesamowitych cudów, jakie ci potrafili wyczyniać, będąc nawet na rozlatującej się łodzi, w środku sztormu. Poznał także w swym krótkim życiu kilka kapłanek Amaterasu, lecz żadne z tych fantastycznych postaci nie było tak tajemniczych i jednocześnie w dziwny sposób nie intrygujących jak Lis.

Tsuruchi Nijiko stanęła za plecami dworzanina.

"-Dlaczego milczysz, Nijiko-san?"


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Geralt_Bialy_Wilk dnia Nie 14:39, 23 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kwadrat
Rozkruszek



Dołączył: 25 Sie 2005
Posty: 1027
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: wziąć na wino?

PostWysłany: Nie 22:06, 23 Sie 2009    Temat postu:

"Piraci, niebezpieczeństwo, szybka łódź i gołe torsy. Od tego wszystkiego głosu może zabraknąć nawet prawdziwym damom." - rozległ się niewiadomo skąd głos lisiego shugenja.

Seihookei musiał być w pobliżu i uznał za zabawne wtrącenie się do tej rozmowy.

Sama podróż piracką łodzią jest z początku ciekawa, ale po pewnym czasie nużąca, więc przedstawiciel lisiego klanu, który zdążył już zwiedzić większość zakamarków statku (oczywiście nie wszędzie wpuściła go patrząca z pod łba załoga) postanowił rozerwać się w inny sposób.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
muin
Mechowiec



Dołączył: 16 Lip 2007
Posty: 212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: Portmarnock

PostWysłany: Wto 23:02, 25 Sie 2009    Temat postu:

Łodzie szybko zbliżały się od kamienistej plaży. Wioślarze, wszyscy spoceni i sapiący, z niecierpliwością wyglądali brzegu. Tempo bębnów powoli zaczęło opadać. Z pokładu łodzi wioska wyglądała jak przytulona do szarej skały, ukryta niczym gniazdo mew przed drapieżnikami. Pojedyncze dymy z chat przeganiane były mocnym wiatrem, który uderzał marynarzy w plecy, popychając łodzie do brzegu. Jeden człowiek stał samotnie i czekał na przypływających.

"Coś się stało Seihookei-san?" - cicho zapytała Tsurushi, spod przymkniętych powiek. Kosmyk włosów jakimś sposobem wyplątał się z podwójnego węzła na jej głowie, i teraz beztrosko tańczył wokół jej twarzy. Nikt inny nie zauważył minimalnej zmiany w shugenja, tak jakby przez moment stał się poważny. Lis tylko zaprzeczył minimalnym gestem, nie chcąc zwracać na siebie uwagi innych. Nijiko, dostrzegła ten niepozorny gest i natychmiast zwróciła się ku wiosce.

Minęła chwila i kobune dotarły do płycizny.
Fale, jedna za drugą, rozbijały się z łoskotem na brzegu. Pojedynczy marynarze, wyskakując z łodzi, zaczęli przekrzykiwać szum, dodając sobie animuszu. Łodzie szybko i sprawnie wciągnięto na zielonkawy, gruby piasek.

"TY BĘKARCIE!!!
Matka twoja chyba z małpą się kładła, jak myślisz że tym razem zgodzę się na twoje warunki, BAKA YARO!"

Yoritomo Shayio wykrzyczał w stronę starszego mężczyzny. Zwinnym skokiem wyskoczył na brzeg, dał szybko znak głową swoim ludziom, by zaczęli robić co należy.
Futago nawet nie zwrócił uwagi na wybuch kapitana. Przeżuł w swojej głowie kilka gorzkich przekleństw, ale nie dał nic po sobie poznać -
"Shayio, też się cieszę, że cię widzę" - wyrzucił z siebie z pewną nutą w głosie, która sprawiła że słowa cieszę się zabrzmiały niczym "odezwij się tak jeszcze raz, a zobaczysz..."
Obaj, zamiast wykonać stosowne ukłony, uściśnęli się za ramiona.
Szybko wymienili kilka uwag o podróży, Futago zapytał o samurajów.
Nawet na nich nie spojrzał, zresztą Yoritomo też jakby o nich zapomniał. Nie dając więcej sygnałów po prostu poszedł z przemytnikiem między chaty by w prywatności przedyskutować interes.

Załoga sprawnie rzuciła się do plądrowania rybackich łódek. Szybko zrabowano sieć, ktoś zaczął przenosić sukno na naprawę zniszczonego wczorajszym sztormem żagla.
Samurajom nie pozostało nic innego jak wyjść na brzeg.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kwadrat
Rozkruszek



Dołączył: 25 Sie 2005
Posty: 1027
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: wziąć na wino?

PostWysłany: Śro 2:02, 26 Sie 2009    Temat postu:

Seihookei widząc piratów plądrujących łodzie rybaków idzie w ich stronę. Łapie do ręki kawałek sieci niesionej przez piratów i głośno mówi "czekajcie!".
Kiedy już zwrócił na siebie uwagę, zamyka na chwile oczy, po czym mówi:

"Duchy nie spoglądają przychylnym okiem na ludzi plądrujących przyrodę. Możliwe, że w te sieci wpleciono także innego rodzaju nici, które zamiast zwiększać połów, zwiększają tylko nieszczęście rybaków. Świadczyć może o tym choćby wasza obecność tutaj"

dodał na koniec z lekkim uśmiechem.

"Pozwólcie, że to sprawdzę. Choć w ten sposób chciałbym się odwdzięczyć za bezpieczną podróż"

mówiąc te słowa skierował się w stronę brzegu. Ściągnął sandały, podwinął swoje szaty i brodząc w wodzie po kostki przykucnął wkładając jedną rękę do wody. Wyraz twarzy shugenja stał się jakby nieobecny i przez chwilę mamrocze coś w zupełnie niezrozumiały sposób.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sword
Przędziorek



Dołączył: 01 Sie 2009
Posty: 52
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: wce

PostWysłany: Czw 22:01, 27 Sie 2009    Temat postu:

Musashi spoglądał na piratów i zadumał się próbując zrozumieć ich próżną zachłanność. Spojrzał na niebo i zachwycając się jego majestatycznym pięknem powiedział sam do siebie "jak bardzo chciałbym wam dać tą przestrzeń"...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
muin
Mechowiec



Dołączył: 16 Lip 2007
Posty: 212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: Portmarnock

PostWysłany: Nie 22:16, 30 Sie 2009    Temat postu:

Piraci natychmiast rzucili co mieli w rękach, pospiesznie odprawiając wszystkie rodzaje ludowych modłów jakie znali, a znali ich nie mało. Od morza jeszcze mocniej zaczęło wiać.
Wkoło shugenja woda zmieniła barwę, nabierając lekko fosforyzującego szafirowego blasku. Fale uderzające o brzeg odchyliły swój naturalny rytm, tworząc wokół nóg Kistune coraz bardziej rozchodzący się wir. Sam kapłan, pospiesznie przerwał zaklinanie. Błyskawicznie morze wróciło do swej naturalnej postaci.

Wiatr uderzył ze zdwojoną siłą. Chmury zaczęły zmieniać barwę, na coraz ciemniejszą. Zza chat wyszły dwie postacie. Futago wyglądał na strapionego, gdy doszły do łodzi, było słychać tylko urywek zdania Shayio "... muszę przemyśleć twoją propozycję".

Stary przemytnik zwrócił się do samurajów, kłaniając się nisko:
"Gome nasai, szlachetni samurajowie. Wybaczcie waszemu wiernemu słudze, Futago, że nie przywiał was z należną wam czcią. Skruszony, błaga was teraz o wybaczenie i zaprasza do chaty naczelnika, gdzie w spokoju i cieple opowiecie swemu słudze w jaki sposób może być wam pomocny."
W jego głosie słychać tylko szczerość i oddanie szlachetnie urodzonym.

Po kilku chwilach wszyscy siedzieli w pustej izbie największej chaty w wiosce. Ku zdumieniu niektórych samurajów, w domu naczelnika znalazło się miejsce na niewielki ołtarz fortun, miejsce poświęcone przodkom i wspaniały zestaw do parzenia herbaty. Zaiste, klan Żurawia posiada nieprzebrane bogactwa, skoro nawet chłopi posiadają przedmioty zbytku!

Drzwi zostały lekko uchylone, by świeże powietrze wypełniało ciepłe pomieszczenie. Oprócz samurajów z łodzi, zasiadł z nimi również ronin. Futago przedstawił go krótko, ponownie się kłaniając:
"Jaśnie oświeceni, pozwolicie że przedstawię mojego partnera." Kiwa w stronę samuraja "Wiem dobrze, że sam przedstawi się znacznie poprawniej, nie przez skaleczone słowa pokornego sługi"

Shayio na te słowa parsknął gromkim śmiechem, bijąc się po udach.
"Futago ty szczwany lisie! W Shakkaku nie ma drugiego takiego jak ty!!!"
- śmieje sie głośno - "lepiej powiedź co dzisiaj przygotowałeś do zjedzenia!"

Futago bez najmniejszego cienia zdziwienia, szybko i cicho odpowiada "Jak pewnie szanowni goście czują, po zapachu dobiegającym z kuchni, będzie ryż smażony z kałamarnicą, shusi, fasolowe ciasteczka i oczywiście odrobina sake! Kogi, starzec z tej wioski, to doskonały kucharz, którego nie powstydził by się nawet sam Oświecony Cesarz Toturi!"

"Lepiej, żeby przy stole usługiwała jakaś ładna córka tego twojego Kogi!" znowu śmieje się Shayio. Sprawia wrażenie rozbawionego, jakby oglądał najlepsze przedstawienie. Jednocześnie z jego twarzy nie znika jakieś napięcie czy może niepokój.

Ku jeszcze większemu rozbawieniu Shayio, z części kuchennej, wychodzą trzy młode kobiety z tacami z parującym jedzeniem. Dwie z nich wyglądają na przerażone, ręce im się trzęsą, po policzkach spływają pojedyncze łzy. Jedna z nich jest zupełnie spokojna, niczym lwica gotowa do ataku. Rusza się z gracją i swobodą, choć pod kimonem czuć każdy napięty mięsień jej ciała. Usługuje szybko i ratuje nawet jedną dziewnczynę, gdy ta nieudolnie prawie upuszcza czarkę sake.

"Wieśniacy w tej wiosce są naprawdę usłużni. Żaden z nich nie chciałby w niczym uchybić tak znamienitym gościom" - Futago przemówił, zanim spróbował pierwszej potrawy - "oczywiście zostają za to wynagrodzeni. Sowicie. Niejeden szlachetnie urodzony nie potrafiłby docenić takiej gościności. Wasz usłużny Futago jednak zawsze odpłaca za przysługę. Mieszkańcy tej wioski byli na tyle mili że udzielili mi pomocy w ugoszczeniu. Wynagrodzę im to, niewątpliwie. Nie chciałem w żaden sposób urazić żadnego samuraja ma się rozumieć."

"A teraz, szlachetni panowie, jeśli tylko taka wola, wasz oddany sługa prosi o wyjaśnienie powodu waszej fatygi.."


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sword
Przędziorek



Dołączył: 01 Sie 2009
Posty: 52
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: wce

PostWysłany: Pon 23:07, 31 Sie 2009    Temat postu:

Musashi nie ukrywajac zadowolenia z wniesionych specjalow wciaga ich zapach i ledwo zauwazalnym potaknieciem komplementuje kuchnie. Jego wyraz twarzy mowi sam za siebie.
W nastepnej chwili lapie kontakt wzrokowy z jedna z kobiet wnoszacych jedzenie, kobieta wychwytuje jego spojrzenie niczym tonacy chwyatjacy sie brzytwy. Dodalo jej to otuchy, w oczach Musashiego nie mozna bylo nie dostrzec glebokiego wspolczucia i zrozumienia... choc dla zgromadzonych prosciej bylo je uznac za chetke na tylek niewiasty...

Z pelnymi ustami, mlaskajac lapczywie spojrzal na milczacych, po czym uznajac owe milczenie za przyzwolenie, zaczal mowic swoje.
"Drogi skromy unizony Futago" na te slowa Shayio omal sie nie posmarkal probujac stlumic parskniecie smiechem - Musashi odchrzaknal zachowujac powage lamana delikatnym usmiechem - "ja tu w sprawach nizszej wagi, priorytetu niewielkiego. Zrozumiem jesli odmowisz i nie wykarzesz zainteresowania, tudziez znudzi Cie moja oferta" - na te slowa jakgdyby uszy Futago poruszyly sie - "ale kilka rzeczy ktorych pochodzenie, no coz, powiedzmy ze miejscowi nie potrafia docenic dziel sztuki tego kalibru i tej wagi, a znajac twoja wnikliwosc mogly by one stac sie czyms, co stanowilo by duzy pozytek dla nas obojga. Ale jak powiedzialem, byc moze sa to tylko moje zludzenia, zaprawde nie chce przynudzac i czuje sie niezrecznie mowiac to wszystko tak ogolnikowo". Chwila ciszy po tych slowach zaczynala byc lekko klopotliwa, Musashi kontynuowal po polknieciu kolejnego kawalka kalamarnicy "To oczywiscie tylko pewna czesc calosci, pierwszy kes, na sprobunek. Bowiem jak rzeklem, tylko fachowiec moze ujrzec w tym dobry interes ku chwale kultury i sztuki naszych czasow, tylko ktos z tak szczerymi i dobrymi intencjami jak sam Futago moze zapewnic im wlasciwe miejsce w dzisiejszym swiecie"...
Futago poczul sie niczym kot podrapany za uchem, podobalo mu sie jak gada Musashi az kazal polac sake, bo zaczynalo sie robic po prostu fajnie...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kwadrat
Rozkruszek



Dołączył: 25 Sie 2005
Posty: 1027
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: wziąć na wino?

PostWysłany: Wto 0:17, 01 Wrz 2009    Temat postu:

Na dźwięk słowa "Sake!" kobiety drgnęły. Tylko ta najbardziej opanowana podeszła by wypełnić kieliszki gości. Shugenja przyjrzał się jej uważnie gdy wypełniała po kolei czarki. Kiedy znalazła się koło niego uśmiechnął się lekko machając ręką nad kieliszkiem -pozostał pusty. Coś w niej wydawało się dziwne. Skąd to opanowanie?

Nie była to jedyna ciekawostka, dużo mówiący bez składu, ronin także dziwił Kitsune. Zwłaszcza jego obecność. Przyszedł tutaj wraz z Futago, wydawał się być osobą z jego otoczenia, ale nagle zaczął mówić o własnych interesach. O co tu chodzi? Czy to jakiś podstęp?

"Moja obecność tutaj również wiąże się z pewną prośbą, która przyniesie obydwu stronom korzyści Futago-san." -stwierdził krótko

"Nazywam się Kitsune Seihookei, to moi towarzysze Tsurushi Nijiko i Yoritomo Ryuouta." - dodał.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
muin
Mechowiec



Dołączył: 16 Lip 2007
Posty: 212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: Portmarnock

PostWysłany: Wto 21:36, 01 Wrz 2009    Temat postu:

Dom namiestnika wioski był gotowy na przyjęcie gości. Świeżo wyszorowana podłoga, wyszywane poduszki do siedzenia, ogrzewacz do nóg, na którym ustawiono blat niskiego stolika, rozgrzany do odpowiedniej temperatury. Wszystko przygotowane, by jak najszybciej zapomnieć o trudach podróży. Zapach jedzenia mieszał się z chłodną bryzą od morza. Drzwi na zewnątrz pozostały uchylone, widać było nawet cienie dwóch strażników grzejących się przy właśnie rozpalonym lampionie.

Futago robił co mógł aby wykazać szacunek dla swoich rozmówców. Tego bowiem zawsze oczekiwał od innych. Szacunku. Czasem się nad tym zastanawiał, próbował zrozumieć czym jest szacunek. Zawsze uważał honor osobisty za szacunek wobec siebie. Kto potrafi szanować siebie, potrafi szanować innych. Czym jest wiara jeśli nie szacunkiem oddawanym czemuś większemu, niepojętemu. Czym jest odwaga jeśli nie szacunkiem wobec śmiertelności.
Często zadawał sobie pytanie - jeśli samurajowie nie szanują ludzi innego stanu, czy mogą nazywać się honorowymi..

Teraz jednak nie myślał o błahostkach. Nie chodziło tylko o interesy. Po rozmowie z Shayio wiedział, że już nie będzie odwrotu. Sprawy wymknęły się mu z rąk i już nie zależały od niego. Wiedział, że wielkie dzieło, plan nad którym tak długo myślał, zaczęło się. Nie wiedział jak się to skończy ale to właśnie uczucie nieporadności napełniło go spokojem.

Mało kto widział jego stan duszy.

Na jego ramionach, spod luźnej, morsko zielonej szaty, wychylały się głowy wytatuowanych węży. Wzór był bardzo złożony, hipnotyzujący ilościom szczegółów. Wielobarwny malunek kończył się gdzieś na wysokości łokci, na tułowiu zaś odsłaniał nagą, nienaruszoną szyję.
W jego ciele widać było napięcie, podobnie jak u żołnierza, który stacza kolejną bitwę.
Jego mięśnie nawykłe były do ciągłego napięcia, skurczy, do nerwów i szybkich decyzji. Nie dawały one Futago żadnego wytchnienia - tak jakby ciało domagało się ciągłego ruchu, pulsu.
Tylko twarz pozostawała tak samo nieprzenikniona. Brzydko zrośnięta szczęka nadawała mocno asymetryczne rysy. Skóra policzka mocno pofałdowana, dodawała jego twarzy ponury cień. Jego oczy, ciemne i zimne, wypatrywały słabości.

Shayio, siedzący po jego prawej stronie, nie raczył się ubrać do kolacji. Przy stole wyglądał jak nagi, tylko dwie kamy, wystawały zza pasa, niczym dodatkowa para modliszkowych kończyn. Sama broń nie była w żaden sposób wyjątkowa. Ot zwykłe, pospolite narzędzie chłopa. Sierpy służące go koszenia. Shayio w żaden sposób nie obnosił się ze swoją bronią. Zdaje się, że tak bardzo do nich nawykł, że nawet nie zauważał ich istnienia przy pasie. Jego ciało, mocno opalone i nasmarowane oliwą lśniło przy blasku kaganków. Nie był specjalnie muskularny, w ten sam sposób jak pantera nie wygląda na specjalnie silną. Ruszał się z gracją marynarza walczącego na swojej łodzi z największym tajfunem. Nie pozwalał sobie na najmniejszy niepotrzebny ruch.
Jego długie włosy, dość niechlujnie związane w pojedynczy węzeł opadały na kark i ramiona.
Najgorsza była jednak jego twarz. Błądził po niej wyraz nieobecnego znudzenia. Kontrastowała tak bardzo z rozpalonym wzrokiem.
W jego oczach odbijała się pasja życia. Jak u skazańca, który idąc na ścięcie chciałby jeszcze raz pobyć z kobietą albo choć raz dopaść swojego przysięgłego wroga.
Gdy wybuchał śmiechem, nikt nie czuł się specjalnie wesoło. Gdy się nudził, każdy bał się, że jednym słowem sprowokuje wybuch wulkanu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sword
Przędziorek



Dołączył: 01 Sie 2009
Posty: 52
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: wce

PostWysłany: Sob 21:32, 05 Wrz 2009    Temat postu:

Musashi czeka na rozwoj wypadkow bacznie obserwujac rozwoj wydarzen

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
muin
Mechowiec



Dołączył: 16 Lip 2007
Posty: 212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: Portmarnock

PostWysłany: Śro 18:59, 09 Wrz 2009    Temat postu:

"Szlachetni goście, jakakolwiek jest wasza potrzeba, wasz uniżony sługa zrobi wszystko, by podołać zadaniu - Futago bardzo powoli i wyraźnie cedzi słowa, pochylił się nawet do przodu, w parodii ukłonu. Nie patrzył na rozmówców, zamiast tego słuchał dokładnie tonu ich głosów. Szukał w nich kłamstwa, tak oczywistego w codziennej etyce samurajów. Nazywają to szczerością, pomyślał z ironią.
Jego sprawne ucho wychwyciło znajomą nutę, shugenja mówił o interesach. Bardzo potrzebował usług Futago, to na pewno. Ale nie bardzo widział w tych interesach innych rozmówców. Być może bardziej przeszkadzają swoją obecnością, niż pomagają w dotarciu do sedna. Futago był cierpliwym człowiekiem, ale wiedział również kiedy należy przestać czekać i zacząć działać.

"Yoritomo-sama - zwrócił się głośniej do kapitana - przygotowałem dla ciebie przyjemny pokój, kąpiel i towarzystwo do kąpieli. Musisz być bardzo zmęczony"

"Zastanawiałem się w jaki sposób będziesz chciał się mnie pozbyć, stary lisie.. W porządku, nic mi do waszych ciemnych spraw. HAHAHAHA" samuraj podniósł się błyskawicznie i ruszył w stronę na wpół otartych drzwi. "Co z roninem?" Spytał bez patrzenia na pozostałych, odwrócony plecami.

"Właśnie, drogi Musashi, jeśli taka twoja wola, proszę o towarzyszenie Shayio, zbyt długie przebywanie w samotności rozpala jego temperament" W głosie Futago nie było cienia prośby. Zabrzmiało to bardziej jak przykaz jednemu ze swoich ludzi. Ten ton w głosie Futago dał poznać zgromadzonym, że nie zniesie sprzeciwu.
"Co do pozostałych gości, wasz uniżony sługa prosi o możliwość oddalenia, nie chce bowiem przeszkadzać swoją nieudolną obecnością". Wstaje i kłania się nisko.

"Kitsune Seihookei, proszę na słowo do ogrodu, chciałbym o coś zagadnąć" ton sługi zupełnie zniknął, pozostawiając jedynie człowieka interesu.

Nijiko dopiero teraz drgnęła. Popatrzyła przelotnie na Seihookei, tak jakby chciała mu coś powiedzieć. Potem jej wzrok przeniósł się na Ryuouta. Nie odezwała się jednak ani słowem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sword
Przędziorek



Dołączył: 01 Sie 2009
Posty: 52
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: wce

PostWysłany: Śro 22:05, 09 Wrz 2009    Temat postu:

Musashi nie mając zbytniego wyboru, rzuca spojrzeniem na Shayio i przystaje na "prośbę" Futago potakując głową.

W kontakcie z Shayio Musashi czuje że będzie miał twardy orzech do zgryzienia. Widząc że jest to człowiek pozbawiony honoru a więc poczucia wartości w oczach innych, prawdopodobnie wściekle nieufny i ostrożny a do tego pewnie arogancki i denerwujący, Musashi będzie dla niego ogromnym kontrastem.
Jako że Musashi przywykł do szacunku i do szanowania innych, nie będzie dawał odczuć Shayio że jest on dla niego kimś gorszym...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
muin
Mechowiec



Dołączył: 16 Lip 2007
Posty: 212
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: Portmarnock

PostWysłany: Sob 21:02, 12 Wrz 2009    Temat postu:

Popołudnie zdążyło przemienić się w wieczór, a wieczór przywitał noc. Wiatr wciąż nie przestawał wiać od strony morza, a ciemne chmury kompletnie zasłoniły niebo. Tylko kilka latarni sprawiło, że świat nie pogrążył się w zupełniej ciemności.

Shayio przywołał skinieniem jednego ze swoich ludzi. Ten natychmiast przybliżył się i szybkimi cichymi słowami zdał raport. Kapitan prychnął gniewnie, skrzywił twarz.

"Przygotujcie łodzie, wypływamy jak najszybciej z tej zatoki" skinął na ronina "Smoku, słyszałeś Futago. Bierz swój miecz i czekaj na mnie przy kobune, nie będzie ci dane pospać tej nocy."

Sługa odezwał się głośniej "A co z nadchodzącymi Żurawiami? Trzeba dać znać Futago.."

"Futago nie potrzebuje moich dobrych rad. Jeśli jest choć trochę cwany, nie musimy się o niego martwić. Jeśli nie widzi zaciskającej się pętli, to nie warto mu pomagać" zamilknął na moment. "DO ŁODZI!" słowa sprawiły, że sługa zgiął się w pół jakby trafiony niewidzialnym ciosem.

"Smoku, wchodząc na moje statki, stajesz się częścią załogi. JA wydaję rozkazy na tych łodziach. Jeśli nie wypełnisz moich rozkazów czeka cię taniec z fortunami głębin morskich."

Yoritomo Shayio nareszcie się odprężył. Czuł nadchodzącą walkę, świeży zapach krwii na swoich rękach. Jeszcze mocniej czuł zew morza, falę adrenaliny związanej z koniecznością nawigacji w nocy, bez gwiazd i przyrządów. Jeśli informacje Futago są prawdziwe, nad ranem dojdzie do walki, będzie mógł zobaczyć tego ronina jak używa swojej katany, będzie mógł w końcu sprawdzić jak bardzo Musashi boi się śmierci.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sword
Przędziorek



Dołączył: 01 Sie 2009
Posty: 52
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/10
Skąd: wce

PostWysłany: Sob 22:15, 12 Wrz 2009    Temat postu:

Musashi czuł się niepewnie słysząc o nadchodzącej potyczce. Dało się zauważyć w jego ruchach pewien ledwo zauważalny rodzaj niepokoju i zmieszania, nawet ton głosu miał nieco zmieniony.
Zastanawiał się jak daleko może się posunąć w swojej konspiracji i do jak podłych czynów będzie się musiał zniżyć aby Futago zaufał mu na tyle aby się odsłonić i będzie można go w końcu usunąć.
Jego niepokój nie wynikał z obawy przed walką, ale był to moralny niepokój, nic bardziej nie odejmuje werwy jak walka w złej sprawie i po niewłaściwej stronie.
Musashi wszedł na statek bijąc się z własnymi myślami...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Gildia Fantastów Strona Główna -> RPG / Legend Of The Five Rings - Forum Edition 2009 Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin